sobota, 2 czerwca 2018

Czy to koniec...?

Wczorajsza data będzie dla mnie kropką. Pewnym zakończeniem. 1 Czerwiec 2018r. Od czego się zaczęło? Od drobnej sprzeczki z chłopakiem a zakończyło się wszystko widokiem szarpiącej się mamy z nożem w ręku. Zgubiliście się? Już wam tłumacze. Nad sytuacją z chłopakiem nie będę się rozpisywać bo też nie to jest teraz najważniejsze. I nie, nie jestem chamska. Powracając do wątku, kiedy moje spotkanie z chłopakiem dobiegło końca, wróciłam do domu. W nim zastałam mamę i Magdę która się do niej tuli od tyłu. Obie siedziały w kuchni . Była wtedy może jakaś  21. Mama była zmęczona, w tym dniu pracowała nowym systemem w pracy, więc była 12 godzin na nogach. Poszła na działkę,potrzebowała chwili dla siebie, chwili by ochłonąć. Jak się potem okazało na nic się to zdało. Byłam spokojna, mówiłam sobie , mama jest dorosła przecież da sobie radę. O około 22 zaczęłam do niej dzwonić gdyż zaczęłam się martwić, robiło się coraz ciemniej i zaraz miało zacząć padać. Nie odebrała. Prowadziła z kimś rozmowę, ale gdy ją zakończyła telefoniczną rozmowę wysłała do mnie esemesa , że jest na działce i już wraca. Ulżyło mi. Mama mimo to i tak nie wracała, ja leżałam wtedy w łóżku i czekałam na jej powrót by spokojnie zasnąć. Z rozmów jego i Madzi dowiedziałam się, że mama siedzi przed domem, mimo że padał deszcz. Gdy mama już wróciła do mieszkania, było nawet spokojnie.Nic nadzwyczajnego. Słowne przytyki, parę obraźliwych słów ale było stabilnie. Jak to często bywa, nagle niespodziewany zwrot akcji. Zaczęli coraz bardziej krzyczeć. Muszę uczciwie przyznać, że to mama bardziej prowokowała, ale czy można jej się dziwić? Nie pochwalam jej zachowania, ale jestem w stanie je zrozumieć. Co było dalej? On zaczął ją wyzywać od narkomanek, że zachowuje się jakby była niepoczytalna( i vice versa), zaczął ją obrażać i wyzywać. O dziwo to wszystko spokojnym tonem. Ale bądźmy szczerzy. Taki ton nieraz jest gorszy od krzyku. Mama zaczęła odpłacać mu się tym samym( tyle że ona krzyczała), na koniec zaczęła krzyczeć"może mnie teraz uderzysz co? no śmiało!". A on po prostu ją uderzył.Znowu. Po raz któryś. To wszytko ciągnie się od jakiś dwóch lat. Mama tak jak na początku przyjmowała ciosy i nic z tym nie robiła, to teraz zaczęła walczyć. Postawa godna podziwu? Ależ oczywiście i nie piszę o tym z ironią. Szkoda tylko, że mama staję się w napadzie złości nieobliczalna. Myślicie, że już wiecie jak to się zakończy, że niby to wszystko jest oklepane? Tak jak się pewnie większość was domyśliło mama się na niego rzuciła, oczywiście z amunicją. Kiedy amunicja się skończyła wzięła noże i się na niego rzuciła. Przy pierwszych już głośniejszych krzykach zeszłam już z łóżka, dzięki temu mogłam mamę w pewien sposób zatrzymać. On się schował do łazienki. Pewnie uważacie, że mamę to powstrzymało, co nie? Hah! Oczywiście że nie. Nasze drzwi łazienkowe posiadają u góry kwadratowe, plastikowo- szklane szkiełko o dość sporych rozmiarach. Wzięła noże i zaczęła w nie walić aż nie zrobiła się dziura. Mama sumienie ją pogłębiała, wydzierając się, wrzeszcząc i szarpiąc. Trzymałam ją od tyłu próbując ją w pewien sposób zaklinować swoim uciskiem. W tym czasie Magda zaczęła dzwonić na policję, a Bartek obudził się i z boku wszystkiemu się przyglądał Szyba została całkowicie rozwalona a ja przez tą szarpaninę, odrobinę się pocięłam. Odsunęłam mamę na miare bezpieczną odległość i zaczęłam drzeć się by przestała.To było dla mnie za wiele. Zaczęłam się dusić.Osunęłam się na podłogę próbując zyskać trochę powietrza. To naprawdę nie jest łatwe.  Dodajcie do tego tło. Ja 16-letnia nastolatka, prawię lezącą na podłodze,która dostała ataku, obok mama która cały czas wrzeszczy i nie zwraca na mnie uwagę, nieco dalej ojciec który także zawzięcie walczy o swoje, pomiędzy nimi Magda, próbująca mi pomóc i oddzielić rodziców, a całkowicie na poboczu Bartek, który wszystkiemu się przygląda. Nagle przyszli i Adam i Ciocia. Adam gdy mnie zobaczył od razu pomógł mi wstać i zabrał do siebie, Ciocia natomiast skupiła się na tym by pomóc Madzi. Zniknęłam za innymi drzwiami usiadłam na fotelu i próbowałam się uspokoić a przed wszystkim swój oddech. Adam przyniósł mi butelkę wody i zaczął ze mną rozmowę. Po mimo sytuacji, która niedawno się wydarzyła to wcale nie on była naszym głównym tematem. Po prostu zaczęliśmy rozmawiać za co byłam wdzięczna bo mogłam mniej o niej myśleć. Po jakimś czasie dołączyli do nas jeszcze Bartek i Madzia. Kacper choć staraliśmy być cicho obudził się i usiadł koło nas. było wtedy po pierwszej. Przyszedł on, mój "tata" i zapytał się czy wszystko dobrze.Nie patrząc na niego odpowiedziałam tylko "znowu ją uderzyłeś." spytał się dlaczego się dusiłam, w końcu na niego spojrzałam i powiedziałam spokojnie "przecież mam astmę" i wyszedł. Nadal rozmawiałam z Adamem i wtedy drzwi otworzyły się poraz kolejny i do środka weszła jakaś Pani. Zdziwionym wzrokiem patrzymy się na nią po czym ona podchodzi do mnie i pyta jak się czuję. Byłam zaskoczona i to bardzo. Po krótkiej wymianie zdań wyszła a ja wciąż nie wiedziałam kim ona jest. Do Adama przyszła Pani Edyta mówiąc że przygotowała nam u siebie łóżka, poszli tylko Madzia i Bartek, ja wolałam zostać. O ok. 2 znowu przyszła ta Pani, dowiedziałam się że jest to studentka, która była na pszczyńskiej ze znajomymi i na ulicy słyszeli krzyki, więc przyszła pomóc. Powiedziała nam że poprosiła tatę by sobie poszedł i najlepiej nie wracał  już by mama mogła ochłonąć, podała mi jeszcze swój numer telefonu, mówiąc że mogę pisać i dzwonić kiedy zechce porozmawiać lub by poprosić o pomoc. Ta sytuacja była dla mnie tak niezwykła, że nauczyłam się jej numeru na pamięć, na wypadek gdyby kartka z numerem miała w cudowny sposób wyparować. Jakiś czas temu wysłałam jej esemesa z podziękowaniami. W mieszkaniu u nas spałam tylko ja i mama, położyłyśmy się w jednym łóżku, tuląc się do siebie i uspakajać nawzajem. Długo nie mogłyśmy spać, aż w końcu coś koło trzeciej zasnęłam. Zanim zasnęłyśmy zamknęłam drzwi na górze, oraz na dole zostawiając w zamku klucz by on nie mógł ich otworzyć. Tata miał spać w aucie. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy jak się obudziłam zobaczyłam go w łóżku Magdy jak śpi. Myślałam że mama mu otworzyła ale kiedy z nią rozmawiałam, powiedziała że jak się obudziła to on już tutaj był. Więc teraz pytanie, jak on wszedł? Tego nadal nie wiem. Teraz pewnie pytanie czemu nic nie napisałam chłopakowi. Ponieważ nie chciałam by się martwił, za bardzo byłam na to zmęczona, a nie miałabym pojęcia jak by na to zareagowałby. Gdy zaproponowałam mu spotkanie dzisiaj, zapytał się mnie czy musimy się dzisiaj widzieć.Nie chcę by spotkał się ze mną na chama, tym bardziej że teraz tak sobie myślę że ja tez potrzebuje czasu. To jest zbyt świeże. Nie wiem czy mam mu to mówić, choć znając mnie pewnie to zrobię, tylko kiedy? Sama nie wiem. Mama mówi że to koniec, ztąd właśnie tytuł posta. Bo ileż ja to razy słyszałam że to koniec? Multum. I nie wiem czy mam znowu wierzyć że tak będzie. Kolejna sprawa bardzo ważna, bo co teraz będzie? Mama twierdzi że tata ma się wyprowadzić a ona sama wzniesie pozew o rozwód. Czy do tego rzeczywiście dojdzie? A jeśli tak to co się wydarzy i przez co będę musiała przejść by ten cel został zamierzony. Mateusz zadzwonił do mnie przed chwilą proponując spotkanie. Jutro ma biegi więc chciał się zapisać, ja za to na tych biegach będę dziennikarką. Cieszę się i to bardzo, a jeszcze bardziej się stresuje. Tym bardziej po tym co się wydarzyło dzisiaj. Cholernie boję się dzisiejszej nocy, tak samo jak pozostałych. Powoli to staję się dla mnie za wiele, tak po prostu. Mama mi dzisiaj powiedziała że głupio jest jej że musiała sąsiadów angażować, po czym stwierdziła że my z Madzią jesteśmy chyba przyzwyczajone do tych "kłótni". Guzik prawda, nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę. To jest z byt straszne. Boję się też tego że dostałam ataku, to zły znak. Czyżby mój organizm dyskretnie daje mi znak, że też ma dość? Każdy ma tego wszystkiego dość, a jedyne co możemy zrobić to tylko patrzeć. Podobno kiedyś będzie lepiej i trzeba tylko poczekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz