czwartek, 24 października 2019

Śmieszne.

Dowiedziałam się, że prawdopodobnie zatrzyma się u nas ciocia. Wykryto u niej raka, jest podobno w zaawansowanym stanie. W Gliwicach mamy dobrą onkologie, więc łatwo można połączyć fakty. Lecz ta wiadomość mnie nie zszokawala aż tak bardzo jak ta, której się dowiedziałam jakiś czas temu. Ma przyjechać także do nas babcia. Śmiesznie się dzieje, naprawdę. Ciocia ma przyjechać i zatrzymać u nas, razem z nią przyjedzie pewnie choć na chwilę wujek, który również musi się gdzieś zatrzymać, jak oni przyjadą to pewnie pies też no bo go nie zostawią. I ja się pytam jak mają się u nas zmieścić dwójka dorosłych ludzi, za którymi nie zabardzo przepadam i pies w jednym pomieszczeniu, które za duże nie jest. Będzie śmiesznie. A czemu ma babcia przyjechać. To też śmieszna historia (wybaczcie mi, mam brzydki zwyczaj z ironizowania z poważnych spraw). Mama dostała telefon od opiekunki, mój wujek który z nią mieszka znęca się nad nią psychicznie. (kończę post po 3 dniach. Staje się coraz lepsza, nie ma co. Nawet pisać już nie umiem, gdzie są moje oklaski?) Z racji tego, że najwidoczniej staje się glupsza z dnia na dzień coraz bardziej, proponuję abym zakończyła to w jakiś sensowny sposób. Mama w czwartek prawdopodobnie ma pojechać z tatą po babcie. Tata narazie nic o tym nie wie, jak się dowie to zpewnością nie będzie tryskał energią. Mają wrócić w moje urodziny i babcia ma zostać z nami na czas nieokreślony. Co z Ciocią. Niewiele wiem, ale to że pojawi się na Śląsku jest bardziej niż pewne. No i proszę, jednak potrafię coś zakończyć, to jest doprawdy niebywałe. 

czwartek, 17 października 2019

Samolot

Kiedy leci się samolotem i ma się niepokojącą sytuację pojawiają się maski z tlenem. Pytanie, które zostało mi dzisiaj zadane to takie, czy gdybym była z dzieckiem to komu bym założyła maskę. Moja odpowiedź :dziecko. Okazało się się, że powinnam najpierw sobie. Ponieważ najpierw powinnam ratować siebie, aby być wstanie ratować innych. Jaki z tego wniosek? Może taki, że moja osoba powinna być ponad innych i że wcale nie byłoby to egistyczne podejście. Mój wychowawca i jego rady. Troszkę se pogadaliśmy. Dowiedziałam się, że jestem zdystansowana i dopiero po dłuższej chwili jak się zastanowilam nad tym to muszę przyznać rację. Nabrałam dystansu, ale w sumie dobrze się z tym czuję, może po prostu jestem zmęczona. Obecnie jestem na wycieczce we Wrocławiu, jest pierwsza w nocy a w moim pokoju zebrało się towarzystwo. Jestem tak zmęczona, że nawet nie mam siły do nich dołączyć. Spałam wczoraj bardzo mało, pozatym mój dzisiejszy limit przebywania wśród innych się wyczerpal. Jakoś nie uśmiecha mi się picie jednej wódki z nimi. Gdyby było inne towarzystwo to bardzo możliwe, że bym sobie piła. Sytuacja z moją siostrą coraz bardziej mnie denerwuje. Staram się być wyrozumiała, ale ta cała sytuacja coraz bardziej doprowadza mnie do szału. Mama narzeka, marudzi, ale złego słowa Madzi nie powie, a skąd. Jak jej nie ma to mówi czego ona nie zrobi, ale prawda jest taka że to są tylko słowa bez pokrycia. Mama chyba z tego słynie. Wczoraj na mnie naskoczyła bo powiedziałam złe słowo o jej cureczce. Ja rozumiem, że życie jest ciężko i jest trudno, ale kurde bywa. Ja też mam ciężko, a mama jakoś do cholery bronić mnie nie musi. Czuję się tak strasznie nie uczciwie potraktowana, że mnie to boli. Cokolwiek by się nie wydarzyło i nie ważne co bym zrobiła to i tak nie dorównam Madzi. Właśnie taka jest prawda. 

wtorek, 15 października 2019

Uśmiech

Czym jest uśmiech? Uśmiech maskuje wszelkiego rodzaju troski. Dzięki niemu ludzie stają się piekniejsi. Uśmiech to broń na wszelkie pytania ;czy wszystko dobrze? Chcesz porozmawiać? Człowiek uśmiechnięty to człowiek szczęśliwy. Tak przynajmniej mówią... Ciężko mi się pisze. Odnoszę wrażenie jakby moje słowa były "bez smaku". O wiele łatwiej się pisze kiedy jest się pod wpływem silnych emocji. Ale łatwiej wtedy o to aby przestawić sytuację całkowicie subiektywnie, prawda? Dawno, dawno nie pisałam jak wygląda sytuacja w moim domu. Czy coś się zmieniło? Pewnie. Tyle, że ciężko mi określić czy pozytywnie. Z "tatą" rozmawiam, ciężko mi to idzie i wiele mnie to kosztuje, ale wiem że jeśli ja ulegne w tej sprawie, to dam mu o jeden pretekst mniej do kolejnej kłótni. Jedynie z czym się jeszcze nie oswoiłam to z jego dotykiem. Moje ciało w tej sprawie samo dyryguje warunki, nie jestem po prostu wstanie. Czy to oznacza, że jestem słaba? Mój bunt już znikł. Zastąpiła go mądrość, rozsądek i rozwaga. A przynajmniej moje starania do tego właśnie dążą. Tu nie chodzi już o mamę czy Bartka. A najzwyczajniej w świecie o mnie. Chcę zaznać spokoju, szczęścia, stabilności. Nie chcę się bać. Miewam niekiedy dziwne sny. Dominuje w nich hałas i chaos. Jest tam strasznie i nawet wtedy potrafię wyczuć swój strach. Widzę tam fragmenty kłótni, sceny które najbardziej utknely mi w pamięci. To jak mnie uderzył, popychał, wyzywał. To jak wykorzystywał swoją siłę przeciwko mamie. To, że zachowywał się jak szalony, jego nieobecny wzrok wlepiony we mnie. Moje słowa, które głucho odbijaly się po ścianach burzliwych chwil. W tych snach jestem widzem, obserwuje to wszytko. Dokładnie potrafię usłyszeć moje krzyki, płacz i szepty. Widzę moją bezradność kiedy poszukuje pomocy, a jej nie znajduje. Kiedy zmęczona opadam na podłogę przytloczona emocjami i próbuje unormowac mój oddech. Przyglądam się temu i mam ogromną ochotę dołączyć do tamtej siebie by jej pomóc, zabrać ją tutaj do siebie, pokazać jej że dojdzie dalej niż na chwilę obecną jej się wydaje. Ale wtedy rozumiem, że nie mogę a nawet gdybym mogła to by nic to nie dało. Sama do tego w swoim czasie dojdzie przechodząc tą samą trasę jaką i ja przeszłam. Moje sny nie opierają się tylko na tym, że pełnie rolę biernego obserwatora. Czasami doznaje zaszczytu wziąć udział w scenerii, w której znajdują się zakrwawione noże. Wokół otaczają mnie wrzaski, płacze, szepty, jęki. To jest czas dla mnie i mojej wyobraźni, która wtedy w cale się nie leni. W takich sytuacjach uciekam jak najszybciej by tylko się nie rozkrecila. Niepokój jest najgorszy ze wszystkiego. Choć nie ukrywam, że jest o wiele lepiej niż było, to sama świadomość tego, że nie mam pojęcia co się może wydarzyć wieczorem czy też następnego dnia mnie przeraża. Wzdrygam się na każdy glosnjejszy dźwięk z góry, jestem wtedy gotowa na interwencję. Minęło tyle lat, tak strasznie się zmieniłam. Na chwilę obecną czuję szczęście i spokój. Nie zamierzam dopuszczać do siebie żadnej niepewności. Co ma się wydarzyć i tak się wydarzy. A jednak się rozpisalam. Czasami muszę przyznać jest mi przykro, że nikt moich wypocin nie przeczyta, hah.  Ale potem dochodzę do wniosku, że i tak by to żadnej różnicy nie zrobiło. To co piszę jest moje, a to co jest moje jest tylko dla wybranych. Pozostawiam, więc tu moje lęki i obawy i lecę zająć się moim życiem które się toczy. Teraźniejszość jest najważniejsza.

niedziela, 13 października 2019

Liczę na Ciebie.

Liczę na Ciebie. Zamykam oczy, otwieram, zamykam po to by znowu otworzyć. I nic. Wszystko jest takie same. Nic się nie zmieniło. Przed sobą mam drogę, ciemną, nieznaną. Trzeba przez nią przejść. Do oświecenia mam jedynie latarnie, święcącą wysoko nad ziemią. Smugi światła z nieskazitelną perfekcją rozpraszają się wśród drzew. Muszę iść do przodu, krocze dzielnie sama. Pozostawiam za sobą nie udane próby, smutek. Zrzucam z siebie łachmany skażone przeszłością. Pozostaje naga. Zostaje tylko ja. Wszystko się zmienia na przestrzeni lat. Czas płynie w nieubłaganym tempie, a nasze decyzje są zmienne niczym kalejdoskop. Tak samo jak postawy oraz myśli. Nie ma w tym nic złego, na tym właśnie polega życie, najważniejsze aby iść do przodu, nie zatrzymywać przy przeszkodach. Cofać się jedynie po to aby wziąć rozbieg i skoczyć. Ja nadal kroczę swoją drogą i kroczyć będę, bo w sytuacji gdzie Cię potrzebowałam jako jedyny przy mnie byłeś. W dalszym ciągu w sytuacjach dla mnie ciężkich będę liczyć właśnie na Ciebie.