wtorek, 4 września 2018

Informacja

Wiecie co? Czasem mam tak dużo do napisania że nie wiem od czego zacząć. Chyba dzisiaj mam taki dzień. Za dużo emocji i za dużo bólu. Dobrej nocy.

Napisane 25.08.2018

Chaos

Chaos. Wszędzie. Jestem w jego środku chorobliwie szukając wyjścia. Czuje się przytłoczona i strasznie zmęczona. Mam za dużo myśli i zadań do Zrobienia, gubie się w tym. Staje się ospała, anie mogę do tego dopuścić, nie mogę nawalać. Moje życie to ciągłe zmiany i stres. Od paru tygodni miewam dziwne,niespokojne sny. Problem wtym że jak wstaje to niewiele z nich pamiętam. Dawno nie śnił mi się wujek, a zawsze przynosił mi spokój. W najbliższym czasie pójdę go odwiedzić, dawno u niego nie byłam. Nie mam siły na nic. Czuje po prostu zmęczenie.

sobota, 25 sierpnia 2018

wtorek, 21 sierpnia 2018

Emocje

Kiedy ma się w sobie dużo emocji, to żadne słowa nie określa tego co czujesz. I choćby się miało ochotę krzyczeć, podzielić się z resztą o swoich uczuciach to nic nie potrafisz powiedzieć. Czasem najwięcej możesz przekazać po prostu milcząc.

Dzieci

Dzieci to mają fajnie. Nie zaprzatają swojej głowy tym która jest godzina, jaki dzień tygodnia, co uważają inni. Robią to co uważają za słuszne. Chciałabym znów umieć się chociaż na chwilę zatracić w teraźniejszości.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Strach

Choć próbuje to ukrywać nawet przed sobą, to i tak wewnątrz siebie czuje strach. Strach przed przeszłoscią, teraźniejszością i przyszłością. Strach przed utratą ważnych mi osób. I tego czego boję się najbardziej. Strach przed moimi dalszymi czynami i myślami. Strach przed błędem.

Bądźmy sobie równi!

Niektórzy załamują się jak nie zdają matury, inni jak stracą nogi i dopiero wtedy ich świat się zawala. Ale nie zważając na to w jakiej sytuacji świat człowieka się wali, to każdy powód załamania jest ważny. Nie ma błahych powodów ani ciężkich sytuacji. Sytuacja jak sytuacja, a powód zawsze pozostanie powodem. Każdy ma swoją własną wytrzymałość i swój własny limit. Milion ludzi- milion różnych zachowań w danej sytuacji.

Bądźmy sobie równi!
Nie oceniajmy, byśmy my nie byli oceniani!!
~Zamglona

środa, 15 sierpnia 2018

Pielgrzymka

Nie jestem idealna ani perfekcyjna,
Jestem pokaleczona rzeczywistością,
Nie jestem pruderyjna ,lecz od zawsze znajduję się z tą mniejszością.

Trywialne pytania, a na nie piekelne rozwiązania,
służące jedynie do tego by mieć coś do gadania.

Rozmawiałam dzisiaj z drzewem przechodząc przez dawny szlak,
zupełnie tak jak kiedyś, jak za dawnych lat.

I zaśmiałam się głośno ,
i nawet uśmiechnęłam , po to tylko by siedzieć sama i zapleć głupie życiowe  krosno.

I tylko drzewo się wciąż uśmiecha i tylko ono wciąż mi doradza,
bo w nim jest historia oraz opowieść moja cała.

I kiedy na chwilę zamknę swe oczy,
to na mą twarz uśmiech się wkroczy,

Bo choćbym miała wszystkiego dosyć i miała pytań sto, to nadal widzę małą dziewczynkę, która rozmawiając zawzięcie, znowu wybiera się z drzewem na tą samą Basiną Pielgrzymkę.

sobota, 4 sierpnia 2018

Deszcz

Jak byłam mała uwielbiałam deszcz. Niezwykłą rzeczą było dla mnie jak taka biała chmura jest wstanie trzymać aż tyle wody. Kiedy miałam gorsze chwile chodziłam na długie spacery i przyjmowałam role obserwatorki. Deszcz to świetna sprawa kiedy chce Ci się płakać i krzyczeć, naprawdę. Łzy zlewają się wraz z deszczem, sprawiając że są dla spieszących się przechodniów niezauważalne. Jak byłam dzieckiem wyobrażałam sobie, że to niebo płacze bo ma dość i potrzebuje pocieszenia. W takich chwilach mu śpiewałam. Śpiewałam by pocieszyć niebo jak i siebie. Podsumowując deszcz to mój sprzymierzeniec, coś co jest dla mnie cenne. Kiedyś miałam marzenie by zatańczyć w deszczu, nie ważne jakby to wyszło i jak by to miało wyglądać. Inne marzenie związane z deszczem to takie że chciałam by mój pierwszy pocałunek był w deszczu. Nawet teraz gdy podrosłam uwielbiam chodzić gdy pada,wtedy mam wrażenie jakby wszystko co mnie spotkało, każda rzecz która mnie zamartwia, smuci  zmywało się razem z kroplami wody.

środa, 1 sierpnia 2018

Pytania bez odpowiedzi

Mówisz że chcesz uczestnicyć w moim życiu, w jaki sposób skoro unikasz spędzania ze mną czasu?
Mówisz że chcesz mnie zrozumieć, to czemu moje wiersze, opowieści przelatujesz wzrokiem i nie skupiasz się na ich sensem?
Mówisz że Lubisz jak jestem szczęśliwa, to czemu nie probujesz się starać bym usmiechala sie częściej, czemu już nie chcesz mnie zaskakiwać?
Mówisz że jestem dla Ciebie ważna, to czemu przestałam widzieć ten blask w Twoich oczach?
Mówisz że jestem skomplikowana. Czyżby? Mi potrzeba naprawdę niewiele.
Czemu jestem na innych zasadach niż Ty, czemu wolno Ci więcej?
Czasem się Ciebie boję, Twoje słowa mnie przerażają. Boję się ze kiedyś o mnie też tak będziesz myśleć/mówić.
Tak bardzo pragniesz uczciwości i równości że nie zauważasz że nie zawsze każda sytuacja jest taka sama i że w życiu nigdy nie ma równości.dlaczego zasady które Ty wyznaczasz nie obowiązują też Ciebie? Czy ja jestem gorsza, słabsza?

piątek, 27 lipca 2018

Rola życia

Scena. Kulisy. Widownia. Tłok. Stresuje się. Patrzę niepewnie na kulisy niechcąc by wogóle kiedykolwiek się rozsuneły. Szybkie spojrzenie w lustro. Przygładzenie sukienki. Zatrzymuje się dłużej na swoim wyglądzie. Wzdrygam się. Połowa moich włosów jest ścięta na krótko, druga ich część sięga mi do pasa. Mój makijaż wygląda jakby robiła go siedmiolatka. Okropnie brudna sukienka, która kiedyś zapewnie musiała być zjawiskowa. Jest tak samo brudna jak ja i moje sumienie. Na stopach mam dwie różne pary obuwia. Jedna noga zawiera but na obcasie, druga natomiast znoszony trampek. Biorę głęboki wdech. Czuje drobne ukłucie w klatce. Niedobrze. Stresuje się. Sprawdzam puls. Na razie jest w porządku. Ktoś z boku mnie woła. Zostały mi dwie minuty. Sięgam po plik kartek. Moje scenariusze na każdą okazję. Jestem gotowa. Usmiecham się w myślach, przecież to tylko gra. Kurtyna się rozsuwa. Powoli zmierzam na środek sceny na tyle sprawnie na ile pozwala mi na to różne obuwie. Usmiecham się. Obserwuje widownie. Standard. Jak zwykle oceniać mnie będą hieny, zwierzęta które rzucają się na ludzi jak na smakowitą padlinę. Z oddali widzę jak na ławie zasiadają marzenia, tuż obok miejsce zajmuje strach, w pobliżu nadzieja, a zaraz po nich, przygoda, życie, śmierć, rozczarowanie i smutek. Miłość jak zwykle się spóźnia. Trudno. Przedstawienie życia czas zacząć. Pada pierwsze pytanie:
-Kim jesteś?
Że co proszę? O co im chodzi? Ręce mi się pocą. Zerkam na plik kartek szukając odpowiedzi. Jest. Znalazłam.Oddech mi się przyspiesza a kłucie w klatce boli bardziej.
- Nie rozumiem.
- Kim jesteś teraz?! Kogo przestawiasz?
Myślę. Wertuje kartki. Odpowiedzi brak. Ból rozpowszenia się. Czuję go teraz na całych płucach, w okolicach krtani i powyżej biodra. Czas na improwizacje.
-Jestem sobą. Przedstawiam osobę silną, która się nie poddaje, która przeszła wiele, ale mimo tego daje radę. Dla jednych jestem wszystkim, a dla innych niczym.
- A więc twierdzisz że jesteś wszystkim i zarazem niczym?
-Tak.
Śmiech. Jest wszędzie. Czuję paraliż. Płuca mnie kłują, oddech mam płytki. Sprawdzam dyskretnie puls. Za wysoki. Próbuje się uspokoić. Kolejna salwa śmiechu. Wreszcie nastała cisza.
-Kpiny. Nie można być wszystkim i niczym. Wybieraj. Kim jesteś?! Jesteś nikim czy wszystkim?! Wybieraj!!
Strach. Brakuje mi powietrza. To za wiele. Patrzę na widownię. Oni właśnie tego chcą, to ich cel. Nadzieja już odeszła, marzenia się śmieją, śmierć zaciera ręce, a życie szuka wzrokiem miłości. Ja też jej szukam. Nie ma jej. Znowu sama. Szukam odpowiedzi w moich scenariuszach. Wysypują się. Bałagan. Śmiech, jeszcze większy. Chwytam się za gardło. Zachwiałam się. Słyszę kpiny. Słyszę głosy. Jestem sama. Osuwam się na ziemie. Czuje ból. Jest wszędzie. Oddech mam przerywany. Boli mnie gardło. Nagle wielkie ukłucie w płucach. Trace oddech. Nie mogę go nabrać. Zaczynam dyszeć. Czuję ból. Zaczynam kaszleć. Duszę się. Jeszcze większy ból. Zaczynam płakać. Wstrzymuje na chwilę oddech. Próbuje oddychać ale nie daje rady. Zamazany obraz widowni. Zanim trace przytomność słyszę jeszcze:
-A więc jesteś nikim...
Śmiech. Widzę ciemność. Koniec. Moje pięć minut minęło. A miłość? Miłość nie mogła przyjść. Ona była we mnie. Jako jedyna mnie nie zostawiła.

wtorek, 17 lipca 2018

Historia dziewczynki

Mała dziewczynka, z misiem przy boku
Mała dziewczynka, z gumkami we włosach,
Mała dziewczynka, siedzi na ławce, wspomina chwile miłe dla serca,
Mała dziewczynka, myśli zawzięcie, nie zauważając mokre lice,
Mała dziewczynka, tak wiele przeszła, po to tylko by cierpieć.
Mała dziewczynka, mimo złego startu, marzy o życiu, życiu prawdziwym, swoim, calutkim, o życiu szalonym i niespotykanym, o szacunku o sukcesie, o karierze, o rodzinie. Bo marzyć chyba jeszcze można?
Mała dziewczynka, urocze dziecię, o sercu walecznym jak dziki kot,
Mała dziewczynka, której się nie wiedzie, w życiu, w rodzinie i ma wiele trosk.
Kiedy spojrzysz na nią pośpiesznie, widzisz tylko dziecko, jeśli przystaniesz na chwile i przyjrzysz się jej, zobaczysz historię w jej oczach, zmęczenie wymalowane na twarzy ale na codzień przykrytym uśmiechem, zauważysz za pewne jej niepewność w ruchach i mocne spojrzenie. Mijasz ją na ulicy, niemal codziennie, to ona chodzi zawsze podniesioną głową, oczy ma wbite w jeden punkt, chodzi stabilnie ale i delikatnie, wyraz twarzy ma poważny. Nikt do niej nie zagada, wygląda jak każdy lecz gdy z nią pogadasz zauwazysz autentyczność, bo nie ważne jakby wyglądała, jak wiele by przeszła i co by robiła, to i tak w środku zawsze będzie,małą dziewczynką z misiem u boku

sobota, 14 lipca 2018

Zniknąć

Kiedy kłócimy się z naszymi bliskimi, z osobami na których nam zależy, sytuacja jest wtedy napięta i nieciekawa. Tym bardziej jeśli jesteś winna tej kłótni. Chciałoby się wtedy bronić, kłócić, walczyć o swoje , ale nie koniecznie jest to dobre wyjście z sytuacji. W takiej chwili marzymy zniknąć, a przynajmniej ja o tym marzę. Zapaść się pod ziemię, zamknąć drzwi, zrobić cokolwiek byleby tylko osobę którą zawiodlam, zranilam przestała być na mnie zła. Ale oczywiście, jak to już w życiu bywa nie da się nic na to poradzić. Tyle że dla mnie zniknięcie to nie tylko,.zapadnięcie się pod ziemie czy też wyparować. Moim dość częstym przypadkiem jest to że daje sobie kary. Jakieś to? Ograniczam sobie jedzenie oraz robię sobie ślady na ciele paznokciami. Teraz mam akurat ograniczenie pożywienia, nie jem już 23 godziny. Spokojnie, zjem obiad i dość prędko bo jestem jeszcze trzeźwo myśląca. I to nie jest tak że jestem anorektyczką czy coś w tym typie. Nigdy sobie krzywdy tym nie zrobiłam i zrobić nie zamierzam. Smutna prawda lecz prawdziwa i spokojnie, nie robię tego za często, tylko czasami kiedy naprawdę nie mam ochoty jeść. Bo jeśli jestem głodna to nie odmawiam sobie jedzenia, nie jestem debilką. No cóż ja już skonczyłam, nie wiem co z tego zrozumieliście ani czy cokolwiek jest dla was zrozumiałe, ale szczerze mam to w dupie, więc no tego... do następnego.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Koniec

Czasem w życiu każdego człowieka powstaje pytanie czy warto nadal to ciągnąć. Czy gdyby się pożegnało życie, to czy to by pomogło? Czasem na najtrudniejsze problemy, skuteczne są łatwe rozwiązania. Ale gdzie się zaczyna, a gdzie kończy granica tych łatwych rozwiązań i so jakiego typu zaliczana jest śmierć? Jako obowiązek, tchórzostwo, manifestacja, bezradność, ucieczka? Co jeśli ja już przestałam liczyć na na pomoc? Bo zaczynam mieć tego dość. Co jeśli coraz bardziej przerażają mnie moje myśli? Co jeśli ja sama już w tym się gubię? Co jeśli ja sama zaczynam się o siebie bać? Co jeśli moja granica, została przekroczona? Czy śmiercią będę chciała podkreślić bezradność czy zamanifestowaniu światu coś, co w rzezewistosci jest rzeczą nieważną mało istotną .Jak bardzo wytrzymała jestem?

piątek, 6 lipca 2018

wiersz


Zamknij oczy i leć, w otchłań tysięcy drzew Zamknij oczy i leć i nie przejmuj się, Wszystko przemija, nic nie pozostaje, Żegnaj się teraz oraz na stałe, Nie bój się tego, to wcale nie boli, To drobne przecięcie, drobne odczucie A w sercu poczujesz ukojenie dla snu. Wszystko się kończy, więc wyrzuć karty na stół, nie przejmuj się czemu, tylko to rób, Bądź dzielny, odważny to steki bzdur,
Złóż pokłon i głowę też spuść,
Już nie dasz rady i Ty o tym wiesz,
A wciąż nadal walczysz o tak głupią rzecz,
Przejrzyj na oczy i pogódź się z tym i przestań w końcu na jawie wciąż śnić.
Więc zamknij oczy, nie otwieraj ich już i poczuj ten ból.
Zamknij oczy i leć, po to tu jesteś, By czuć wszystko więcej,a cierpieć najwięcej.

I jak wam się podoba? Mi bardzo. Nie ukrywam, myślę o śmierci dość często, a w mojej głowie przemijają myśli czy może nie skończyć z tym wszystkim, ale jak na razie nie zamierzam się poddać. Mówię głośno o śmierci by przestać się jej bać oraz zrozumieć dosadnie jaka to głupota by była, gdybym zakończyła w ten sposób swoje życie. W tym wierszu, ukazałam jak to.szybko i łatwo można załatwić, drwię z samej z siebie , przedstawiając że nie mam innej opcji. i właśnie dzięki temu odradza się we mnie nadzieja, bo wiem że ja dam radę. Wiem że nie podam się z byle jakiego powodu. Nie gwarantuje że nigdy się nie zabije, ale mogę obiecać że zrobię to tylko i wyłącznie w sytuacji kiedy nie będę miała innej opcji, kiedy będę miała dosadnie dość i kiedy będę szukała pomocy.

niedziela, 1 lipca 2018

Zmęczenie

Jestem zmęczona. Naprawdę. Mam dość.nie mam co robić. Jestem w kropce. Waham się. Potrzebuję zmiany. Dużej, małej, obojętnie. Mecze się. Codziennością. Płacze często, co jest denerwujace. Trace się. Widzę to. Nie mam nikogo. Każdy ma mnie w dupie, gubie się w tym. Potrzebuje pomocy, ale już nie mam siły o nią prosić. Chce żyć. Całą sobą. Nawet  spotkania z chłopakiem mnie męczą. Nie mam niczego, nie mam nikogo, nie mam nic. Nie wierzyłam nigdy że to kiedykolwiek powiem, ale chce koniec. Obojętnie jaki. Może być nawet mój.

środa, 13 czerwca 2018

Za dużo tego

Hello, to ja. Kto się cieszy łapka w góre :D. A teraz konkrety. Nie wiem co mam robić. Naprawdę. Tego jest tak dużo, że aż mi się to wszystko wylewa. Pamiętacie mój ostatni wpis o końcu? Zgadnijcie czy się skończyło. Otóż nie. Kto zaskoczony? O dziwo nawet ja się troszkę rozczarowałam, bo naprawdę liczyłam że coś się stanie, a tak naprawdę to tylko psychika rozwala mi się coraz bardziej. Wczoraj zostałam po raz kolejny zaskoczona. Wtorek, 12.06.2018r.(swoją drogą jak widzę jak ten czas tak szybko płynie to wciąż nadziwić się nie potrafię), godzina wychowawcza.Dominika miała do zrealizowania prezentację o systematyczności. Zawarła w niej cząstke siebie, pokazywała nam zdjęcia, kiedy zaczynała tańczyć i powiedziała że dla niej systematyczność równa się sukcesem. Pod koniec prezentacji pytała się klasy co nas motywuje. Pytanie zostało skierowane też do mnie. A co odpowiedziałam? Że moją motywacją jest Mój brat. Bo taka prawda, ileż to rzeczy ja robię dla niego, wiem że muszę być odpowiedzialna i taka się staję, a Bartkowi chcę pokazać, że mimo niepowodzeń zawsze, ale to zawsze można dać radę. I na tym koniec. Nic nadzwyczajnego, co nie? Otóż tu was jednak zaskoczę. Cofnęłam się o parę lat wstecz,wyjrzałam przez okno i widziałam na trawie siebie. Małą mnie, radosną, nieświadomą. Biegałam na dworze w kimonie powoli brudnym już od trawy. Byłam z moim zespołem, drużyną. Byłam u siebie, w moim domu, gdzież gdzie rządziłam ja. Śmiałam się jak szalona, byłam szczęśliwa. Graliśmy wtedy w nogę, oczywiście wszyztskich faulowałam. Ale to właśnie byłam ja. I znowu wróciłam duszą i ciałem do klasy i słuchałam dalej. Resztką sił odpędzałam łzy. Zbliża się koniec lekcji i nagle usłyszałam coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Wychowawca poprosił bym została po lekcji by porozmawiać. Lekcja się skończyła, podeszłam do biurka i usłyszałam pytanie co się dzieje. Spojrzałam na drzwi i je zamknęłam, poczym nauczyciel poprosił bym usiadła. Opowiedziałam mu o tym o czym myślałam. Powiedziałam że kiedyś moją motywacją był sport, tak jak u Dominiki i że bardzo mi tego brakuje. Powiedziałam mu o tym że przerwałam treningi bo byłam konsekwentna. Jak zawaliłam to ponoszę tego konsekwencję. O mistrzostwach , o trenerze, o tym że do mnie napisał. Zapytałam się go wtedy czy jest sens by wracać do czegoś skoro minęły już 4 lata. Powiedział że sens jest zawsze. Powiedziałam też o tym że  wtedy kiedy mogłam chodzić to byłam konsekwentna i nie chodziłam i że teraz jak chce to nie mam jak bo muszę się bratem zajmować. On się zapytał tylko ile mam lat. Powiedziałam że 16. On na to że nie jestem dorosła i wcale nie muszą nią być. Jestem nastolatką i że moje problemy są ważne. Nartoletnie ale tak samo ważne. Powiedziałam mu że już dawno stałam się dorosła, zaczełam w wieku 7-8 lat. Musiałam dorosnąć. Chciałam pomóc mamie, bratu, wszystkim. Na koniec powiedział mi żebym zastanowiła się kto bardziej wymaga bym była dorosła, ja , czy moi rodzice. Rozmawialiśmy także o sporcie, powiedział że może mi pomóc i powiedział że może zacząć od nowa? Powiedział także że tamten trener był w takim razie niepoważny bo tak sie nie robi, oraz powiedział dla mnie coś bardzo ważnego. Za 10 lat będę próbowała założyć swoją własną rodzinę, a jak mam to zrobić jak jestem tak menatalnie przywiązana do mojego brata? Bartek to nie jest mój syn, a ja nie muszę być dorosła. Powiedział że mam dopiero 16 lat i tak naprawdę to dopiero zaczynają się decyzję, że nie jest za późno. A ja mu wierze. I ma racje.Zaproponował mi szkolnego psychologa, odrazu odmówiałam, bałabym się że mogłabym powiedzieć za dużo, bo przecież to nie są wszystkie moje problemy. Pozostali jeszcze moi cudni rodzice i ich kłótnie. Ale na tą chcwilę skupię się na tym o czym rozmawiałam z wychowawcą. Następna rozmowa we wtorek. Nikt nie wie o czym rozmawialiśmy, nie chcę o tym narazie nikomu mówić, to jeszcze nie czas. Ale wiecie co mnie najbardziej w tym wszystkim zaskoczyło? Że to już druga osoba zapytała się o mnie. Druga od wielu lat. Nie Bartek, nie mama, nie Magda i nie tata. Ja! To dla mnie coś niezwykłego. Kończę.

sobota, 2 czerwca 2018

Czy to koniec...?

Wczorajsza data będzie dla mnie kropką. Pewnym zakończeniem. 1 Czerwiec 2018r. Od czego się zaczęło? Od drobnej sprzeczki z chłopakiem a zakończyło się wszystko widokiem szarpiącej się mamy z nożem w ręku. Zgubiliście się? Już wam tłumacze. Nad sytuacją z chłopakiem nie będę się rozpisywać bo też nie to jest teraz najważniejsze. I nie, nie jestem chamska. Powracając do wątku, kiedy moje spotkanie z chłopakiem dobiegło końca, wróciłam do domu. W nim zastałam mamę i Magdę która się do niej tuli od tyłu. Obie siedziały w kuchni . Była wtedy może jakaś  21. Mama była zmęczona, w tym dniu pracowała nowym systemem w pracy, więc była 12 godzin na nogach. Poszła na działkę,potrzebowała chwili dla siebie, chwili by ochłonąć. Jak się potem okazało na nic się to zdało. Byłam spokojna, mówiłam sobie , mama jest dorosła przecież da sobie radę. O około 22 zaczęłam do niej dzwonić gdyż zaczęłam się martwić, robiło się coraz ciemniej i zaraz miało zacząć padać. Nie odebrała. Prowadziła z kimś rozmowę, ale gdy ją zakończyła telefoniczną rozmowę wysłała do mnie esemesa , że jest na działce i już wraca. Ulżyło mi. Mama mimo to i tak nie wracała, ja leżałam wtedy w łóżku i czekałam na jej powrót by spokojnie zasnąć. Z rozmów jego i Madzi dowiedziałam się, że mama siedzi przed domem, mimo że padał deszcz. Gdy mama już wróciła do mieszkania, było nawet spokojnie.Nic nadzwyczajnego. Słowne przytyki, parę obraźliwych słów ale było stabilnie. Jak to często bywa, nagle niespodziewany zwrot akcji. Zaczęli coraz bardziej krzyczeć. Muszę uczciwie przyznać, że to mama bardziej prowokowała, ale czy można jej się dziwić? Nie pochwalam jej zachowania, ale jestem w stanie je zrozumieć. Co było dalej? On zaczął ją wyzywać od narkomanek, że zachowuje się jakby była niepoczytalna( i vice versa), zaczął ją obrażać i wyzywać. O dziwo to wszystko spokojnym tonem. Ale bądźmy szczerzy. Taki ton nieraz jest gorszy od krzyku. Mama zaczęła odpłacać mu się tym samym( tyle że ona krzyczała), na koniec zaczęła krzyczeć"może mnie teraz uderzysz co? no śmiało!". A on po prostu ją uderzył.Znowu. Po raz któryś. To wszytko ciągnie się od jakiś dwóch lat. Mama tak jak na początku przyjmowała ciosy i nic z tym nie robiła, to teraz zaczęła walczyć. Postawa godna podziwu? Ależ oczywiście i nie piszę o tym z ironią. Szkoda tylko, że mama staję się w napadzie złości nieobliczalna. Myślicie, że już wiecie jak to się zakończy, że niby to wszystko jest oklepane? Tak jak się pewnie większość was domyśliło mama się na niego rzuciła, oczywiście z amunicją. Kiedy amunicja się skończyła wzięła noże i się na niego rzuciła. Przy pierwszych już głośniejszych krzykach zeszłam już z łóżka, dzięki temu mogłam mamę w pewien sposób zatrzymać. On się schował do łazienki. Pewnie uważacie, że mamę to powstrzymało, co nie? Hah! Oczywiście że nie. Nasze drzwi łazienkowe posiadają u góry kwadratowe, plastikowo- szklane szkiełko o dość sporych rozmiarach. Wzięła noże i zaczęła w nie walić aż nie zrobiła się dziura. Mama sumienie ją pogłębiała, wydzierając się, wrzeszcząc i szarpiąc. Trzymałam ją od tyłu próbując ją w pewien sposób zaklinować swoim uciskiem. W tym czasie Magda zaczęła dzwonić na policję, a Bartek obudził się i z boku wszystkiemu się przyglądał Szyba została całkowicie rozwalona a ja przez tą szarpaninę, odrobinę się pocięłam. Odsunęłam mamę na miare bezpieczną odległość i zaczęłam drzeć się by przestała.To było dla mnie za wiele. Zaczęłam się dusić.Osunęłam się na podłogę próbując zyskać trochę powietrza. To naprawdę nie jest łatwe.  Dodajcie do tego tło. Ja 16-letnia nastolatka, prawię lezącą na podłodze,która dostała ataku, obok mama która cały czas wrzeszczy i nie zwraca na mnie uwagę, nieco dalej ojciec który także zawzięcie walczy o swoje, pomiędzy nimi Magda, próbująca mi pomóc i oddzielić rodziców, a całkowicie na poboczu Bartek, który wszystkiemu się przygląda. Nagle przyszli i Adam i Ciocia. Adam gdy mnie zobaczył od razu pomógł mi wstać i zabrał do siebie, Ciocia natomiast skupiła się na tym by pomóc Madzi. Zniknęłam za innymi drzwiami usiadłam na fotelu i próbowałam się uspokoić a przed wszystkim swój oddech. Adam przyniósł mi butelkę wody i zaczął ze mną rozmowę. Po mimo sytuacji, która niedawno się wydarzyła to wcale nie on była naszym głównym tematem. Po prostu zaczęliśmy rozmawiać za co byłam wdzięczna bo mogłam mniej o niej myśleć. Po jakimś czasie dołączyli do nas jeszcze Bartek i Madzia. Kacper choć staraliśmy być cicho obudził się i usiadł koło nas. było wtedy po pierwszej. Przyszedł on, mój "tata" i zapytał się czy wszystko dobrze.Nie patrząc na niego odpowiedziałam tylko "znowu ją uderzyłeś." spytał się dlaczego się dusiłam, w końcu na niego spojrzałam i powiedziałam spokojnie "przecież mam astmę" i wyszedł. Nadal rozmawiałam z Adamem i wtedy drzwi otworzyły się poraz kolejny i do środka weszła jakaś Pani. Zdziwionym wzrokiem patrzymy się na nią po czym ona podchodzi do mnie i pyta jak się czuję. Byłam zaskoczona i to bardzo. Po krótkiej wymianie zdań wyszła a ja wciąż nie wiedziałam kim ona jest. Do Adama przyszła Pani Edyta mówiąc że przygotowała nam u siebie łóżka, poszli tylko Madzia i Bartek, ja wolałam zostać. O ok. 2 znowu przyszła ta Pani, dowiedziałam się że jest to studentka, która była na pszczyńskiej ze znajomymi i na ulicy słyszeli krzyki, więc przyszła pomóc. Powiedziała nam że poprosiła tatę by sobie poszedł i najlepiej nie wracał  już by mama mogła ochłonąć, podała mi jeszcze swój numer telefonu, mówiąc że mogę pisać i dzwonić kiedy zechce porozmawiać lub by poprosić o pomoc. Ta sytuacja była dla mnie tak niezwykła, że nauczyłam się jej numeru na pamięć, na wypadek gdyby kartka z numerem miała w cudowny sposób wyparować. Jakiś czas temu wysłałam jej esemesa z podziękowaniami. W mieszkaniu u nas spałam tylko ja i mama, położyłyśmy się w jednym łóżku, tuląc się do siebie i uspakajać nawzajem. Długo nie mogłyśmy spać, aż w końcu coś koło trzeciej zasnęłam. Zanim zasnęłyśmy zamknęłam drzwi na górze, oraz na dole zostawiając w zamku klucz by on nie mógł ich otworzyć. Tata miał spać w aucie. Jak wielkie było moje zdziwienie kiedy jak się obudziłam zobaczyłam go w łóżku Magdy jak śpi. Myślałam że mama mu otworzyła ale kiedy z nią rozmawiałam, powiedziała że jak się obudziła to on już tutaj był. Więc teraz pytanie, jak on wszedł? Tego nadal nie wiem. Teraz pewnie pytanie czemu nic nie napisałam chłopakowi. Ponieważ nie chciałam by się martwił, za bardzo byłam na to zmęczona, a nie miałabym pojęcia jak by na to zareagowałby. Gdy zaproponowałam mu spotkanie dzisiaj, zapytał się mnie czy musimy się dzisiaj widzieć.Nie chcę by spotkał się ze mną na chama, tym bardziej że teraz tak sobie myślę że ja tez potrzebuje czasu. To jest zbyt świeże. Nie wiem czy mam mu to mówić, choć znając mnie pewnie to zrobię, tylko kiedy? Sama nie wiem. Mama mówi że to koniec, ztąd właśnie tytuł posta. Bo ileż ja to razy słyszałam że to koniec? Multum. I nie wiem czy mam znowu wierzyć że tak będzie. Kolejna sprawa bardzo ważna, bo co teraz będzie? Mama twierdzi że tata ma się wyprowadzić a ona sama wzniesie pozew o rozwód. Czy do tego rzeczywiście dojdzie? A jeśli tak to co się wydarzy i przez co będę musiała przejść by ten cel został zamierzony. Mateusz zadzwonił do mnie przed chwilą proponując spotkanie. Jutro ma biegi więc chciał się zapisać, ja za to na tych biegach będę dziennikarką. Cieszę się i to bardzo, a jeszcze bardziej się stresuje. Tym bardziej po tym co się wydarzyło dzisiaj. Cholernie boję się dzisiejszej nocy, tak samo jak pozostałych. Powoli to staję się dla mnie za wiele, tak po prostu. Mama mi dzisiaj powiedziała że głupio jest jej że musiała sąsiadów angażować, po czym stwierdziła że my z Madzią jesteśmy chyba przyzwyczajone do tych "kłótni". Guzik prawda, nie byłam, nie jestem i nigdy nie będę. To jest z byt straszne. Boję się też tego że dostałam ataku, to zły znak. Czyżby mój organizm dyskretnie daje mi znak, że też ma dość? Każdy ma tego wszystkiego dość, a jedyne co możemy zrobić to tylko patrzeć. Podobno kiedyś będzie lepiej i trzeba tylko poczekać.

Potrzebuje Cię

Nawet nie macie pojęcia jak ciężko jest jak kawałek Twojego świata się wali, a kiedy masz kogoś kogo kochasz boisz mu się powiedzieć prawdy. Ale w sumie dlaczego się boję? Przecież wszystko co się wydarzyło w ciągu ostatnich 24h było niezależne ode mnie. Tak bardzo mam potrzebę napisania do niego że go potrzebuje, ale nie potrafię tego zrobić. I to nie tak że chce coś przed nim ukrywać. Po prostu jest mi ciężko. Cholernie ciężko i nie wiem czy chce o tym myśleć. Potrzebuje by mnie przytulił i powiedział że wszystko będzie dobrze. Bo będzie prawda? Będzie ciężko, pod górkę, ale chyba kiedyś górka powinna się skończyć. Chce by był przy mnie blisko, żeby w swoich ramionach mnie schował i ochronił przed wszystkim i przed wszystkimi. Ale tak się nie da. Z tym wszystkim muszę zmierzyć się sama. Niesprawiedliwe, okrutne? Tak już jest od kilku lat. Jak sobie przypomne tych wszystkich psychologów którzy robią pogadanki u nas w szkole, o przemocy, o tym jak to rozpoznawać i że trzeba być tolerancyjnym to aż mi się rzygać chcę. Osoba która chce się zabić niekoniecznie musi mieć cięcia na rekach ani chodzić przygaszona a osoba która się szczerzy jak debil to nie oznacza że ma życie usłane różami. Dla nich wszystko jest czarne i białe. Pieprzoni debile. kiedyś będzie lepiej. To moje motto. Powtarzam to jak mantrę tak jak to że inni mają gorzej. Bo tak jest na pewno. Ale mimo wszystko i tak potrzebuje czegoś stałego, Potrzebuje miejsca gdzie poczuje się bezpiecznie. Ale jak na razie jest jak jest. Kiedyś będzie lepiej, ewentualnie jeszcze gorzej.

niedziela, 27 maja 2018

27 MAJ 2018r.

Dzień po dniu matki, dwa dni po 20-stych urodzinach mojej siostry. Cudowny dzień.Naprawde.wczoraj rozmawiałam z mamą, bardzo długo. o mnie, o moich problemach. dzisiaj wstałam "świeżo" i cały czas co miałam w głowie jak zamykałam oczy, to Jego uśmiech. Nawet teraz go widzę. Może to dlatego że podświadomie czułam że dostanę dziś przepiękny prezent od niego hah. Dzisiaj znowu się kłócą. Zawsze kiedy kłócą się wieczorem, dopada mnie strach. Bo tak jak na początku atakował tylko on, to było w miarę spokojnie , ale nie jest tak teraz gdy mama zaczyna walczyć. Niby nie mogę mieć jej tego za złe, nic nie robi złego wręcz przeciwnie, ale mama jest wybuchowa. I to bardzo. A to nigdy nie wróży nic dobrego. Czy się boję? Bardzo. nie wiem co mnie dziś spotka, nigdy tego nie wiem i to jest najbardziej przerażające.Już poszedł czajnik, garnek, doniczka, miotła i butelka. Boli mnie ręka drobny wypadek przy miotle kiedy mama się na niego rzuciła a ja chwyciłam miotłe on ją docisnął na moją rękę. I mnie ciut boli. Cały czas piszę z Mateuszem. Czuje się wtedy lepiej. Nie wiem czy dziś pójdę spać, a nawet jeśli to o której. Nie myślę teraz o tym. Ważniejsze jest dla mnie to by przetrwać ten wieczór. Wiem że zawsze jest rozwiązanie. Mogę zadzwonić. Ale jaki to będzie miało skutek? Dla mnie straszny bo już teraz jest mi cholernie ciężko. Właściwie to piszę ten "list" w razie gdyby coś się stało. Mi się stało. Ostatnio jak się tak kłócą coraz bardziej boję sie o siebie. oni o mnie o Bartku nie myślą wtedy. A ja nie wiem co mam robić.  jest godzina 20; 54 godzina za mną, cały wieczór przede mną. To jest taki mój list, na zaś. Ktoś go chyba kiedyś znajdzie co nie? W końcu to internet, a w nim nie ma nic do ukrycia. Jestem zamglona, jestem Tajemnica, jestem wszędzie, jestem dla każdego, a nie ma mnie dla siebie. Ale ja wiem, że jak uda mi się to skończyć, to za te 10-15 lat usiąde na fotelu i powiem ze jestem szczęśliwa.