-Kim jesteś?
Że co proszę? O co im chodzi? Ręce mi się pocą. Zerkam na plik kartek szukając odpowiedzi. Jest. Znalazłam.Oddech mi się przyspiesza a kłucie w klatce boli bardziej.
- Nie rozumiem.
- Kim jesteś teraz?! Kogo przestawiasz?
Myślę. Wertuje kartki. Odpowiedzi brak. Ból rozpowszenia się. Czuję go teraz na całych płucach, w okolicach krtani i powyżej biodra. Czas na improwizacje.
-Jestem sobą. Przedstawiam osobę silną, która się nie poddaje, która przeszła wiele, ale mimo tego daje radę. Dla jednych jestem wszystkim, a dla innych niczym.
- A więc twierdzisz że jesteś wszystkim i zarazem niczym?
-Tak.
Śmiech. Jest wszędzie. Czuję paraliż. Płuca mnie kłują, oddech mam płytki. Sprawdzam dyskretnie puls. Za wysoki. Próbuje się uspokoić. Kolejna salwa śmiechu. Wreszcie nastała cisza.
-Kpiny. Nie można być wszystkim i niczym. Wybieraj. Kim jesteś?! Jesteś nikim czy wszystkim?! Wybieraj!!
Strach. Brakuje mi powietrza. To za wiele. Patrzę na widownię. Oni właśnie tego chcą, to ich cel. Nadzieja już odeszła, marzenia się śmieją, śmierć zaciera ręce, a życie szuka wzrokiem miłości. Ja też jej szukam. Nie ma jej. Znowu sama. Szukam odpowiedzi w moich scenariuszach. Wysypują się. Bałagan. Śmiech, jeszcze większy. Chwytam się za gardło. Zachwiałam się. Słyszę kpiny. Słyszę głosy. Jestem sama. Osuwam się na ziemie. Czuje ból. Jest wszędzie. Oddech mam przerywany. Boli mnie gardło. Nagle wielkie ukłucie w płucach. Trace oddech. Nie mogę go nabrać. Zaczynam dyszeć. Czuję ból. Zaczynam kaszleć. Duszę się. Jeszcze większy ból. Zaczynam płakać. Wstrzymuje na chwilę oddech. Próbuje oddychać ale nie daje rady. Zamazany obraz widowni. Zanim trace przytomność słyszę jeszcze:
-A więc jesteś nikim...
Śmiech. Widzę ciemność. Koniec. Moje pięć minut minęło. A miłość? Miłość nie mogła przyjść. Ona była we mnie. Jako jedyna mnie nie zostawiła.