Wczoraj żyliśmy, dzisiaj żyjemy, jutro być może przeżyjemy. Niepewność nad losem ludzkim, nad naszymi wyborami jest nieunikniona. Rzekłabym nawet iż jest nieodłącznym elementem egzystencji. Lecz czy podejmując jakiekolwiek decycję bierzemy taką opcję pod uwagę? Czy zwracamy ówczesną uwagę na przemijalność? Póki nas nie dotyka osobiście nie zdajemy sobie z jej obecności sprawy. A przecież to nie tak, że pojawia się i znika, ona krąży, lawiruje pomiędzy nami. Jest nieustraszona, niezrażona naszymi groźbami i nie ugięta naszymi prośbami. W życiu zawsze przychodzi czas na podstawienie kropki. (14.03.2021r.) Powrót do starych wpisów jest momentami zawstydzający, żenujący jak i inspirujący. Dostając w pierwszej klasie liceum temat karnego wypracowania nigdy nie spodziewałabym się jak często będę wracać do tego zagadnienia. Czym jest kropka, kiedy ją postawić, czy da się ją przesunąć, wymazać? Co może oznaczać dla naszych znajomych wkoło, czemu niektórzy jej nie potrafią postawić? Czemu ciągle do tego wracam? Niepewność tego co może mnie spotkać w przyszłości nadal mnie przeraża. Chwilami zastanawiam się nawet jak to się mogło stać, że jestem właśnie na tym miejscu. Nie chodzi o to, że mi źle, ale jest to dla mnie niesamowicie abstrakcyjna rzecz. Nie zrozumcie mnie źle, czuję się tutaj naprawdę dobrze ale czuję się czasami przytłoczona, tak jak dzisiaj. Pisanie na tej stronie kojarzy mi się z wielkim bólem, strachem, z moimi nastoletnimi problemami. Zdecydowana większość ludzi mówiła mi, żebym się nie śpieszyła z dojrzewaniem, że będę za tym tęsknić, ale szczerze mówiąc nigdy nie byłam tak szczęśliwa z upływających mi lat. Dla mnie posiadanie wieku dorosłego to bezpieczeństwo i możliwości z nim związane. Od 15 roku życia nigdy niczego tak nie pragnęłam jak mieć możliwość zostawić ich wszystkich samych, zostawić ich z własnymi problemami, zostawić i pozwolić im się wykazać. Pozwolić sobie oszczędzić nocnych scen, porannych krzyków. Teraz kiedy właściwie jestem jedną nogą gdzie indziej czuję jak jest mi z tym ciężko. Jak ciężko mi w tym konkretnym miejscu postawić swoją jedną z najważniejszych kropek, a może nawet lepsze byłoby stwierdzenie "w końcu postawić kropkę". Bo czy to co wtedy robiłam można nazwać zakończeniem czegokolwiek? Czuję się przytłoczona do takiego stopnia, że nie robiłabym zupełnie nic oprócz wtulania się najlepiej w Filipa i leżenie cały dzień w łóżku. Jutro mi zostały ostatnie zaliczenia, potem już egzaminy, praktyki i koniec, udało mi się zrobić coś co kiedyś nie brałam nigdy pod uwagę. Zaczęłam mówić głośno, może to jeszcze nie to samo co krzyczenie, no ba, na pewno nie to samo co krzyczenie, ale dla mnie już dużo. Z krzyczeniem pomoże mi specjalista jak w końcu się do niego udam. Jak narazie znikam szkraby, jutro idę jeszcze powalczyć, następnie mam nadzieję, że będę mogła zmniejszą trwogą spojrzeć w przyszłość. (07.06.2022r.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz