Jak byłam mała uwielbiałam deszcz. Niezwykłą rzeczą było dla mnie jak taka biała chmura jest wstanie trzymać aż tyle wody. Kiedy miałam gorsze chwile chodziłam na długie spacery i przyjmowałam role obserwatorki. Deszcz to świetna sprawa kiedy chce Ci się płakać i krzyczeć, naprawdę. Łzy zlewają się wraz z deszczem, sprawiając że są dla spieszących się przechodniów niezauważalne. Jak byłam dzieckiem wyobrażałam sobie, że to niebo płacze bo ma dość i potrzebuje pocieszenia. W takich chwilach mu śpiewałam. Śpiewałam by pocieszyć niebo jak i siebie. Podsumowując deszcz to mój sprzymierzeniec, coś co jest dla mnie cenne. Kiedyś miałam marzenie by zatańczyć w deszczu, nie ważne jakby to wyszło i jak by to miało wyglądać. Inne marzenie związane z deszczem to takie że chciałam by mój pierwszy pocałunek był w deszczu. Nawet teraz gdy podrosłam uwielbiam chodzić gdy pada,wtedy mam wrażenie jakby wszystko co mnie spotkało, każda rzecz która mnie zamartwia, smuci zmywało się razem z kroplami wody.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz