czwartek, 17 października 2019
Samolot
Kiedy leci się samolotem i ma się niepokojącą sytuację pojawiają się maski z tlenem. Pytanie, które zostało mi dzisiaj zadane to takie, czy gdybym była z dzieckiem to komu bym założyła maskę. Moja odpowiedź :dziecko. Okazało się się, że powinnam najpierw sobie. Ponieważ najpierw powinnam ratować siebie, aby być wstanie ratować innych. Jaki z tego wniosek? Może taki, że moja osoba powinna być ponad innych i że wcale nie byłoby to egistyczne podejście. Mój wychowawca i jego rady. Troszkę se pogadaliśmy. Dowiedziałam się, że jestem zdystansowana i dopiero po dłuższej chwili jak się zastanowilam nad tym to muszę przyznać rację. Nabrałam dystansu, ale w sumie dobrze się z tym czuję, może po prostu jestem zmęczona. Obecnie jestem na wycieczce we Wrocławiu, jest pierwsza w nocy a w moim pokoju zebrało się towarzystwo. Jestem tak zmęczona, że nawet nie mam siły do nich dołączyć. Spałam wczoraj bardzo mało, pozatym mój dzisiejszy limit przebywania wśród innych się wyczerpal. Jakoś nie uśmiecha mi się picie jednej wódki z nimi. Gdyby było inne towarzystwo to bardzo możliwe, że bym sobie piła. Sytuacja z moją siostrą coraz bardziej mnie denerwuje. Staram się być wyrozumiała, ale ta cała sytuacja coraz bardziej doprowadza mnie do szału. Mama narzeka, marudzi, ale złego słowa Madzi nie powie, a skąd. Jak jej nie ma to mówi czego ona nie zrobi, ale prawda jest taka że to są tylko słowa bez pokrycia. Mama chyba z tego słynie. Wczoraj na mnie naskoczyła bo powiedziałam złe słowo o jej cureczce. Ja rozumiem, że życie jest ciężko i jest trudno, ale kurde bywa. Ja też mam ciężko, a mama jakoś do cholery bronić mnie nie musi. Czuję się tak strasznie nie uczciwie potraktowana, że mnie to boli. Cokolwiek by się nie wydarzyło i nie ważne co bym zrobiła to i tak nie dorównam Madzi. Właśnie taka jest prawda.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz