Czym jest uśmiech? Uśmiech maskuje wszelkiego rodzaju troski. Dzięki niemu ludzie stają się piekniejsi. Uśmiech to broń na wszelkie pytania ;czy wszystko dobrze? Chcesz porozmawiać? Człowiek uśmiechnięty to człowiek szczęśliwy. Tak przynajmniej mówią... Ciężko mi się pisze. Odnoszę wrażenie jakby moje słowa były "bez smaku". O wiele łatwiej się pisze kiedy jest się pod wpływem silnych emocji. Ale łatwiej wtedy o to aby przestawić sytuację całkowicie subiektywnie, prawda? Dawno, dawno nie pisałam jak wygląda sytuacja w moim domu. Czy coś się zmieniło? Pewnie. Tyle, że ciężko mi określić czy pozytywnie. Z "tatą" rozmawiam, ciężko mi to idzie i wiele mnie to kosztuje, ale wiem że jeśli ja ulegne w tej sprawie, to dam mu o jeden pretekst mniej do kolejnej kłótni. Jedynie z czym się jeszcze nie oswoiłam to z jego dotykiem. Moje ciało w tej sprawie samo dyryguje warunki, nie jestem po prostu wstanie. Czy to oznacza, że jestem słaba? Mój bunt już znikł. Zastąpiła go mądrość, rozsądek i rozwaga. A przynajmniej moje starania do tego właśnie dążą. Tu nie chodzi już o mamę czy Bartka. A najzwyczajniej w świecie o mnie. Chcę zaznać spokoju, szczęścia, stabilności. Nie chcę się bać. Miewam niekiedy dziwne sny. Dominuje w nich hałas i chaos. Jest tam strasznie i nawet wtedy potrafię wyczuć swój strach. Widzę tam fragmenty kłótni, sceny które najbardziej utknely mi w pamięci. To jak mnie uderzył, popychał, wyzywał. To jak wykorzystywał swoją siłę przeciwko mamie. To, że zachowywał się jak szalony, jego nieobecny wzrok wlepiony we mnie. Moje słowa, które głucho odbijaly się po ścianach burzliwych chwil. W tych snach jestem widzem, obserwuje to wszytko. Dokładnie potrafię usłyszeć moje krzyki, płacz i szepty. Widzę moją bezradność kiedy poszukuje pomocy, a jej nie znajduje. Kiedy zmęczona opadam na podłogę przytloczona emocjami i próbuje unormowac mój oddech. Przyglądam się temu i mam ogromną ochotę dołączyć do tamtej siebie by jej pomóc, zabrać ją tutaj do siebie, pokazać jej że dojdzie dalej niż na chwilę obecną jej się wydaje. Ale wtedy rozumiem, że nie mogę a nawet gdybym mogła to by nic to nie dało. Sama do tego w swoim czasie dojdzie przechodząc tą samą trasę jaką i ja przeszłam. Moje sny nie opierają się tylko na tym, że pełnie rolę biernego obserwatora. Czasami doznaje zaszczytu wziąć udział w scenerii, w której znajdują się zakrwawione noże. Wokół otaczają mnie wrzaski, płacze, szepty, jęki. To jest czas dla mnie i mojej wyobraźni, która wtedy w cale się nie leni. W takich sytuacjach uciekam jak najszybciej by tylko się nie rozkrecila. Niepokój jest najgorszy ze wszystkiego. Choć nie ukrywam, że jest o wiele lepiej niż było, to sama świadomość tego, że nie mam pojęcia co się może wydarzyć wieczorem czy też następnego dnia mnie przeraża. Wzdrygam się na każdy glosnjejszy dźwięk z góry, jestem wtedy gotowa na interwencję. Minęło tyle lat, tak strasznie się zmieniłam. Na chwilę obecną czuję szczęście i spokój. Nie zamierzam dopuszczać do siebie żadnej niepewności. Co ma się wydarzyć i tak się wydarzy. A jednak się rozpisalam. Czasami muszę przyznać jest mi przykro, że nikt moich wypocin nie przeczyta, hah. Ale potem dochodzę do wniosku, że i tak by to żadnej różnicy nie zrobiło. To co piszę jest moje, a to co jest moje jest tylko dla wybranych. Pozostawiam, więc tu moje lęki i obawy i lecę zająć się moim życiem które się toczy. Teraźniejszość jest najważniejsza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz