piątek, 27 lipca 2018

Rola życia

Scena. Kulisy. Widownia. Tłok. Stresuje się. Patrzę niepewnie na kulisy niechcąc by wogóle kiedykolwiek się rozsuneły. Szybkie spojrzenie w lustro. Przygładzenie sukienki. Zatrzymuje się dłużej na swoim wyglądzie. Wzdrygam się. Połowa moich włosów jest ścięta na krótko, druga ich część sięga mi do pasa. Mój makijaż wygląda jakby robiła go siedmiolatka. Okropnie brudna sukienka, która kiedyś zapewnie musiała być zjawiskowa. Jest tak samo brudna jak ja i moje sumienie. Na stopach mam dwie różne pary obuwia. Jedna noga zawiera but na obcasie, druga natomiast znoszony trampek. Biorę głęboki wdech. Czuje drobne ukłucie w klatce. Niedobrze. Stresuje się. Sprawdzam puls. Na razie jest w porządku. Ktoś z boku mnie woła. Zostały mi dwie minuty. Sięgam po plik kartek. Moje scenariusze na każdą okazję. Jestem gotowa. Usmiecham się w myślach, przecież to tylko gra. Kurtyna się rozsuwa. Powoli zmierzam na środek sceny na tyle sprawnie na ile pozwala mi na to różne obuwie. Usmiecham się. Obserwuje widownie. Standard. Jak zwykle oceniać mnie będą hieny, zwierzęta które rzucają się na ludzi jak na smakowitą padlinę. Z oddali widzę jak na ławie zasiadają marzenia, tuż obok miejsce zajmuje strach, w pobliżu nadzieja, a zaraz po nich, przygoda, życie, śmierć, rozczarowanie i smutek. Miłość jak zwykle się spóźnia. Trudno. Przedstawienie życia czas zacząć. Pada pierwsze pytanie:
-Kim jesteś?
Że co proszę? O co im chodzi? Ręce mi się pocą. Zerkam na plik kartek szukając odpowiedzi. Jest. Znalazłam.Oddech mi się przyspiesza a kłucie w klatce boli bardziej.
- Nie rozumiem.
- Kim jesteś teraz?! Kogo przestawiasz?
Myślę. Wertuje kartki. Odpowiedzi brak. Ból rozpowszenia się. Czuję go teraz na całych płucach, w okolicach krtani i powyżej biodra. Czas na improwizacje.
-Jestem sobą. Przedstawiam osobę silną, która się nie poddaje, która przeszła wiele, ale mimo tego daje radę. Dla jednych jestem wszystkim, a dla innych niczym.
- A więc twierdzisz że jesteś wszystkim i zarazem niczym?
-Tak.
Śmiech. Jest wszędzie. Czuję paraliż. Płuca mnie kłują, oddech mam płytki. Sprawdzam dyskretnie puls. Za wysoki. Próbuje się uspokoić. Kolejna salwa śmiechu. Wreszcie nastała cisza.
-Kpiny. Nie można być wszystkim i niczym. Wybieraj. Kim jesteś?! Jesteś nikim czy wszystkim?! Wybieraj!!
Strach. Brakuje mi powietrza. To za wiele. Patrzę na widownię. Oni właśnie tego chcą, to ich cel. Nadzieja już odeszła, marzenia się śmieją, śmierć zaciera ręce, a życie szuka wzrokiem miłości. Ja też jej szukam. Nie ma jej. Znowu sama. Szukam odpowiedzi w moich scenariuszach. Wysypują się. Bałagan. Śmiech, jeszcze większy. Chwytam się za gardło. Zachwiałam się. Słyszę kpiny. Słyszę głosy. Jestem sama. Osuwam się na ziemie. Czuje ból. Jest wszędzie. Oddech mam przerywany. Boli mnie gardło. Nagle wielkie ukłucie w płucach. Trace oddech. Nie mogę go nabrać. Zaczynam dyszeć. Czuję ból. Zaczynam kaszleć. Duszę się. Jeszcze większy ból. Zaczynam płakać. Wstrzymuje na chwilę oddech. Próbuje oddychać ale nie daje rady. Zamazany obraz widowni. Zanim trace przytomność słyszę jeszcze:
-A więc jesteś nikim...
Śmiech. Widzę ciemność. Koniec. Moje pięć minut minęło. A miłość? Miłość nie mogła przyjść. Ona była we mnie. Jako jedyna mnie nie zostawiła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz